Seks, pieniądze i… podatki

Jakiś czas temu odbyła się premiera filmu „Podatek od miłości”. Podobno odniósł sukces i podobno jest niezły, ale nie oglądałem więc nie wiem. Widziałem jedynie zwiastun, który zainspirował mnie do napisania tego tekstu. Główny bohater próbuje udowodnić, że uzyskane przychody osiągnął z prostytucji, aby uniknąć podatków. Jak właściwie jest z tym podatkiem od prostytucji? Trzeba płacić czy nie? Właśnie o tym jest ten tekst.

Temat opodatkowania prostytucji chciałbym opisać na przykładzie indywidualnych interpretacji podatkowych, które wydały mi się ciekawe w tym zakresie. Dla osób niewtajemniczonych w prawo podatkowe – indywidualna interpretacja podatkowa to takie urzędowe potwierdzenie, dzięki któremu podatnik może się dowiedzieć, czy sytuacja w której się znalazł rodzi obowiązek zapłaty podatku czy też nie. Interpretacje indywidualne dotyczą konkretnej sytuacji, konkretnej osoby. Podatnik musi opisać stan faktyczny oraz własne stanowisko (czy jego zdaniem wystąpi opodatkowanie). Następnie organ podatkowy – obecnie Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej – stwierdza, czy stanowisko podatnika jest prawidłowe. Po anonimizacji, interpretacje podlegają publikacji na stronie http://sip.mf.gov.pl/ To tak w wielkim uproszczeniu o interpretacjach indywidualnych.

W zakresie opodatkowania prostytucji znalazłem na szybko 7 interpretacji. Tzn. 7 podatników (a właściwie podatniczek) opisało swój stan faktyczny i wystąpiło do organu podatkowego, aby upewnić się, czy świadczone przez nich usługi podlegają opodatkowaniu. Nie będę opisywał wszystkich, lecz przywołam jedynie te najciekawsze.

„Tradycyjna” prostytucja…

W opisie stanu faktycznego jednego z wniosków możemy przeczytać, że „Wnioskodawczyni od września 2013 r. zajmuje się uprawianiem prostytucji. Stawki, które pobiera to najczęściej 150 lub 200 zł za godzinę plus dopłaty za dodatkowe usługi.” Informacyjnie – wniosek jest z 8 stycznia 2015 r. (16 miesięcy od rozpoczęcia uprawiania prostytucji), można więc powiedzieć, że dotyczył funkcjonującej już działalności, a nie świeżego pomysłu na biznes czy start-upu. W dalszej części opisu Wnioskodawczyni wskazała, że „pracuje i pracowała w różnych miastach w Polsce (…) Najczęściej przez 2 tygodnie, następnie na tydzień, dwa wraca do domu aby odpocząć lub zająć się swoimi sprawami.” I dodatkowo, że „zarobki są różne, zależne od miasta, ilości klientów, miesiąca. Są miesiące, w których Wnioskodawczyni nie pracuje, ponieważ chce poświęcić czas na rekreację bądź naukę.” (aż ciśnie się na usta staropolskie przysłowie: Nauką i pracą ludzie się bogacą) Na zakończenie opisu stanu faktycznego Podatniczka wskazała, że „obecnie zajmuje się prostytucją i w przyszłości nadal będzie zajmowała się świadczeniem płatnych usług seksualnych.”

Po szczerym przedstawieniu stanu faktycznego, Wnioskodawczyni zwróciła się do organu podatkowego z pytaniem: Czy dochody z prostytucji podlegają podatkowi dochodowemu od osób fizycznych? Jej zdaniem nie.

Organ podatkowy przyznał rację Podatniczce, jednocześnie wskazując, że przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych nie stosuje się do przychodów wynikających z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy. W uzasadnieniu wskazano, że przedmiotem prawnie skutecznej umowy nie mogą być zachowania, które ze swej istoty są sprzeczne m.in. z zasadami współżycia społecznego i w konsekwencji w ogóle nie mogą być określone w treści ważnej i wywołującej zamierzone skutki umowy. Do takich zachowań zaliczana jest prostytucja. Przy okazji organ podatkowy przypomniał o braku definicji „prostytucji” w ustawie PIT i przywołał krótką, ale jakże treściwą definicję ze Słownika Języka Polskiego PWN: prostytucja to uprawianie seksu za pieniądze.

Reasumując – prostytucja nie może być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, zatem przepisy ustawy PIT nie mają zastosowania do osiągniętych z niej przychodów. W rezultacie, wynagrodzenie Wnioskodawczyni nie podlega opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych – zatem wskazane przez nią stawki godzinowe 150zł i 200zł (plus dopłaty za dodatkowe usługi) to Jej dochód „do ręki” (jakkolwiek to brzmi), bez żadnego podatku liniowego, czy (o zgrozo!) skali progresywnej.

Na marginesie: w innym wniosku, w zbliżonym stanie faktycznym, możemy przeczytać, że „z gromadzonych i wpłacanych na rachunek bankowy środków Wnioskodawczyni planuje dokonać zakupu mieszkania.” (własne M2…i to bez podatków!)

…”wirtualna” prostytucja

Skoro jest era komputera to prostytucja też chce zagrzać sobie miejsce w wirtualnym świecie. Tutaj jednak kwestia opodatkowania jest zgoła odmienna. W jednej z interpretacji Wnioskodawczyni wskazała, że „trudni się tzw. wirtualną prostytucją („wirtualnym seksem”). Polega ona na tym, że jej klient określa czas wykonywania usługi seksualnej i płaci Wnioskodawczyni wynagrodzenie, a następnie Wnioskodawczyni łączy się z nim poprzez Internet z użyciem kamery internetowej (…)”. Następnie strony „mają w tym czasie kontakt wizualny przez kamerę oraz mikrofon. Klient może na bieżąco i w zależności od swoich potrzeb kierować tym, co Wnioskodawczyni ma zrobić lub mówić, czy jakie dźwięki ma z siebie wydawać (np. podniecenie), mówić, wymieniając komendy i polecenia. Istotą jest to, że Wnioskodawczyni przez ustalony wcześniej i opłacony czas jest do pełnej dyspozycji klienta i wykonuje jego zachcianki, tyle że na odległość.” (Opis stanu faktycznego jest bardziej szczegółowy – zainteresowane osoby odsyłam do źródła).

Podatniczka zadała pytanie, czy wykonywane przez nią czynności mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, a tym samym generować przychody podlegające opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych? Jej zdaniem nie.

Organ podatkowy nie zgodził się z Wnioskodawczynią uznając, że świadczone usługi nie spełniają definicji prostytucji. Jako uzasadnienie organ wskazał, że „pomiędzy Wnioskodawczynią a jej klientami nie dochodzi do kontaktu fizycznego (cielesnego), lecz wyłącznie wirtualnego.” I co więcej: „Wnioskodawczyni nie oddaje własnego ciała do dyspozycji innych osób, lecz tylko je prezentuje na ekranie monitora komputerowego innej osobie (zgodnie z wolą i w sposób wskazany przez klienta) i niekoniecznie w celu zaspokojenia seksualnego. Zatem Wnioskodawczyni oddaje do dyspozycji klienta jedynie „obraz” swojego ciała zarejestrowany przez kamerę internetową. Trudno także mówić o „pełnej dyspozycyjności” Wnioskodawczyni wobec klienta, skoro jest on pozbawiony możliwości np. dotyku.” W konsekwencji organ podatkowy uznał, że w przedmiotowym przypadku będziemy mieli do czynienia z przychodami z działalności wykonywanej osobiście, albo (po spełnieniu ustawowych przesłanek) przychodami z pozarolniczej działalności gospodarczej.

Podsumowując, jeżeli mamy do czynienia z przychodami z tzw. tradycyjnej prostytucji – nie podlegają one opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Jeżeli dochodzi jednak do tzw. prostytucji wirtualnej, uzyskane przychody będą podlegały opodatkowaniu PIT. Temat nieco kontrowersyjny, jednak skoro dotyczy opodatkowania to uważam, że nie powinien być tematem tabu. Wszak zgodnie z ustawą zasadniczą – każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków…  

Sygnatury interpretacji użytych w tekście: 0113-KDIPT2-1.4011.39.2017.2.MAP, IBPBII/1/4511-14/15/ASz, IBPP2/443-987/14/IK.

4 Komentarze

  • Haha, a mnie się wydawało, że Pani z pierwszej interpretacji już wszystko “umi” 😉
    Czekam na kolejne wpisy .

    • Dziękuję za komentarz 🙂 Właśnie okazuje się, że nie wszystko, bo co pewien czas brała sobie “wolne” żeby poświęcić czas na naukę 😉

  • To smutne, że każdy myśli jak by tu ominąć przepisy i zagrać na nosie naszemu systemowi zamiast wpłacić do wspólnego portfela…..w słusznym celu oczywiście.
    W obecnej sytuacji zastanawiam się, czy sztuczne omijanie przepisów prawa podatkowego nie może zostać skutecznie zakwestionowane przez US, mała i duża ustawa GAAR?.

    • Też mnie to smuci, dlatego m.in. o tym będzie ten blog. Tak jak napisałem w podsumowaniu wpisu; zgodnie z Konstytucją, każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków.
      Co do zakwestionowania przez US sztucznego działania celem osiągnięcia korzyści podatkowej (bo tak się to nazywa) to organy podatkowe mają narzędzia, żeby takie działania podatników kwestionować. Ba! Robią to coraz częściej. Odsyłam do art. 119a i 199a Ordynacji podatkowej 🙂 Pozdrawiam

Dodaj komentarz