A Twój ulubiony sklep ile zapłacił podatku?

ZARA, H&M, Lidl, Biedronka, Żabka, Rossmann i wiele innych marek. Fiskus opublikował niedawno dane o ich dochodach i wysokości podatku zapłaconego w Polsce. Ma to na celu zwiększenie transparentności podatkowej i zwiększenie wśród Polaków świadomości o wysokości podatku, jaki płacą w Polsce największe firmy. Czy ciekawiło Cię kiedyś ile podatku płacą sklepy, w których robisz na co dzień zakupy? Jeśli tak, to masz możliwość się przekonać. Sposób prezentacji tych danych ma niestety kilka niedociągnięć, ale o tym w tekście.

Ostatniego dnia kwietnia, Ministerstwo Finansów udostępniło na swojej stronie internetowej dane podatkowe dużych podatników. Dużych tzn. takich, u których wartość przychodu uzyskanego w roku podatkowym przekroczyła równowartość 50 mln euro. Tak naprawdę zaprezentowane dane nie były dotychczas żadną tajemnicą, ponieważ podatnicy i tak mieli obowiązek publikowania ich w swoich sprawozdaniach finansowych. Chodzi jednak o większą przejrzystość tych danych. O to, aby obywatel Jan mógł w jednym miejscu znaleźć dane o tym, ile tak naprawdę największe podmioty płacą podatku w Polsce. To taki rodzaj społecznej kontroli nad podatkami płaconymi przez duże firmy. Nie widzę w tym nic złego. Ba! Uważam, że to dobre rozwiązanie, które zwiększy świadomość obywateli o wpływie dużych podmiotów na gospodarkę i budżet państwa. Ale… skoro polski ustawodawca podjął decyzję o publikacji tego typu danych, to powinien pójść krok dalej i opublikować takie dane, które w jak największym stopniu odzwierciedlałyby wpływ dużych podatników na gospodarkę i budżet państwa. I dodatkowo, aby podmioty te mogły w jakiś sposób „wytłumaczyć” taką a nie inną kwotę podatku.  Ale o tym później.

Teraz kilka przykładów podatników, którzy znaleźli się w omawianym zestawieniu. Cała lista za 2016 rok liczy 2340 podmiotów! Możecie znaleźć ją tutaj. Pierwsza trójka podmiotów, które wpłaciły najwięcej podatku dochodowego w 2016 roku to… banki (chyba nie powinno to nikogo dziwić). Poniżej lista, którą przygotowałem z danych udostępnionych przez Ministerstwo Finansów. Trzy pierwsze pozycje to banki, o których wspomniałem powyżej, natomiast pozostałe siedem to sklepy, które uznałem za rozpoznawalne. Chciałem pokazać próbkę, jak mniej więcej wygląda prezentacja omawianych danych.  

To tylko namiastka podmiotów, które można znaleźć w pełnym zestawieniu. Nie chcę ich omawiać ani oceniać kto ile zapłacił podatku. Nie chcę dlatego, bo tak naprawdę nie znam w pełni powodu takiego sposobu kalkulacji – mogę jedynie się domyślać. A po drugie – podatek dochodowy to nie jedyny czynnik, którym tak duże podmioty oddziałują na gospodarkę.

Sam pomysł publikacji tego typu danych uważam za genialny. Jawność danych podatkowych podmiotów, które osiągają tak wysokie przychody (dla przypomnienia: 50 mln euro), moim zdaniem może wpłynąć dwojako na sposób patrzenia na nie przez przeciętnego obywatela-konsumenta: 1) obywatel Jan nabierze zaufania do konkretnych podmiotów (zwłaszcza tych z zagranicznym kapitałem) widząc, że JEDNAK płacą podatki w Polsce, 2) jego zaufanie zostanie zachwiane (delikatnie ujmując) widząc brak zapłaconego podatku/niską kwotę zapłaconego podatku w Polsce. I o ile przy pierwszym punkcie należy się zdecydowanie cieszyć, bo zadowoleni są wszyscy – budżet państwa wzrośnie dzięki wpłaconym podatkom, dany podmiot ma lepszą reputację wśród swoich konsumentów, a obywatel Jan jest spokojniejszy wiedząc, że sklep w którym robi na co dzień zakupy płaci JEDNAK podatki w Polsce – o tyle drugi punkt daje do myślenia. Tak jak wspomniałem powyżej – podatek dochodowy to nie jedyny czynnik, którym podmioty wpływają na gospodarkę i budżet państwa. To też przede wszystkim inwestycje i miejsca pracy.

Dlatego może warto się zastanowić, czy zakres upublicznianych danych nie powinien zostać z czasem w pewnym stopniu rozszerzony, właśnie po to, aby przeciętny obywatel Jan nie skupiał się tylko na wysokości zapłaconego podatku przez daną firmę, lecz widział również inne – równie istotne – czynniki. Dodatkowo uważam, że podmioty, których dane podlegają publikacji, powinny mieć możliwość odniesienia się do nich. Mogłoby to wyglądać następująco: dany podmiot miałby określoną ilość znaków (np. 3000), za pomocą których mógłby krótko wyjaśnić, z czego wynika taka a nie inna kwota należnego podatku. Taki krótki opis znajdowałby się dokładnie w tej samej tabeli, którą prezentuje Ministerstwo Finansów. To zaledwie kwestia dodania jednej dodatkowej kolumny, a może w dużym stopniu wpłynąć na sposób czytania tych danych.

Podsumowując – warto wiedzieć, że takie dane są dostępne. Warto do nich zajrzeć, zanim zaczniemy mówić, że „te złodziejskie firmy nie płacooo podatków!” Owszem, nad sporą częścią podmiotów można się zastanawiać, dlaczego należny podatek jest tak niski albo nie ma go w ogóle. Aby jednak uniknąć zbyt pochopnych wniosków Jana Kowalskiego, warto pomyśleć, czy publikowane dane nie powinny być uzupełnione o dodatkowe informacje – zwłaszcza o inwestycje i miejsca pracy. Dodatkowo krótki komentarz firmy tuż obok prezentowanych danych. Dałoby to pełniejszy obraz tego, jak duże podmioty wpływają na naszą polską gospodarkę i dlaczego wysokość należnego podatku jest taka a nie inna.

4 Komentarze

  • Jak dla mnie to dane w tej formie nie mówią za wiele. Bo czy te 400mPLN podatku od JM to dużo czy mało? Struktura Kosztów Uzyskania Przychodów odsłoniłaby pewnie rąbek tajemnicy, bo może się okazać że spółka stosuje rozwiazania, przez które dwukrotność tej sumy ląduje w Lizbonie zamiast w budżecie polskiego państwa.

    • Dziękuję za komentarz.
      Oczywiście się zgadzam, dlatego uważam, że zakres udostępnianych danych powinien być stopniowo poszerzany. Wymaga to z pewnością czasu. Jak również czasu wymaga to, aby zakorzenić w świadomości Polaków możliwość takiego sposobu “kontrolowania” dużych podmiotów.

  • Pytanie brzmi, jak te 3000 znaków zostałoby wykorzystane przez podatników i na ile wiarygodne byłyby ich wyjaśnienia. Papier/klawiatura wszystko przyjmie. Mogłoby być ciekawie, gdyby były one konfrontowane z rzeczywistością.

    • Dziękuję za komentarz.
      3000 znaków to tylko propozycja. Chodzi o to, że zakres obecnie publikowanych danych wymaga modyfikacji. Oczywiście papier przyjmie wszystko i firmy mogłyby tym sposobem próbować jeszcze bardziej zamglić ich rzeczywiste zobowiązanie podatkowe. Chociaż z drugiej strony mogłyby czuć presję, że jeśli wprowadzenie społeczeństwa w błąd wyjdzie na jaw to mogą zwijać biznes 😉 Poza tym myślę, że konkurencja dbałaby o to, aby publikowane komentarze nie odbiegały w dużym stopniu od rzeczywistości. Sam jestem ciekaw jak to się rozwinie. To pierwszy rok publikacji danych. Poczekajmy i zobaczmy, w którym kierunku pójdzie ustawodawca. Samą ideę uważam za słuszną.

Dodaj komentarz